,,Lek na atak furii”

Lek na atak furii

Co robić, gdy w słodkie maleństwo wstępuje nagle diabeł? Dać klapsa? Przytulić? Ulec dla świętego spokoju? Każda z tych (i wielu innych) opcji ma swoje konsekwencje.

Złość, jej napady, są normalnym zjawiskiem u małych dzieci (dwuletnich). To ważny etap w ich rozwoju. Sytuacje poniższe mogą mieć miejsce również miejsce u dzieci przedszkolnych. Mówiąc „nie”, próbując postawić na swoim, uczą się niezależności i poznają reguły rządzące światem. Jakich błędów się wystrzegać?

PRZEDSTAWIAMY NAJCZĘŚCIEJ SPOTYKANE SCENARIUSZE.

Awantura w sklepie
Malec płacze, tupie, kładzie się na podłodze, a w dodatku krzyczy jak opętany. Krótko mówiąc, wyłazi ze skóry, by zmusić cię do kupienia tego, co sobie upatrzył.
1.
Ulegasz dla świętego spokoju. Dziecko natychmiast się uspokaja. Jest szczęśliwe, bo dostało to, czego chciało. Ty oddychasz z ulgą, jednak nie jesteś zadowolona – dobrze wiesz, że w ten sposób sama na siebie zastawiłaś sidła. Bo malec wyciągnie wnioski. Skoro tak łatwo udało mu się osiągnąć cel, będzie próbował tej sztuczki jeszcze wiele razy. I to przy każdej nadarzającej się okazji.
2. Krzyczysz, dajesz klapsa. Malec wrzeszczy coraz głośniej, ty jesteś coraz bardziej wściekła, a tłum wokół gęstnieje z minuty na minutę – w końcu darmowy spektakl to nie lada gratka. Purpurowa ze wstydu wynosisz wierzgającego malca ze sklepu. To nie wszystko. Traktowany w ten sposób malec nie uczy się sam kontrolować, a więc sytuacje tego rodzaju powtarzają się coraz częściej. Co gorsza, bierze z ciebie przykład i stosuje przemoc wobec słabszych od siebie, np. w piaskownicy.
3. Spokojnie czekasz, aż atak furii minie. Uważasz jedynie, by malec nie zrobił sobie albo komuś krzywdy. Jeśli nie ma innego wyjścia, bierzesz smyka na ręce i wynosisz w bezpieczne miejsce. Gdy emocje opadną, tłumaczysz, co można, a czego nie wolno robić w sklepie. Możesz także bawić się z nim w zakupy, a przed wyjściem umówić się, na co może liczyć (np. udane zakupy = oglądanie rybek w sklepie). Jak to działa? No cóż, łatwo nie jest, zwłaszcza jeśli wokół masz „doradców” („Ja bym takiemu skórę przetrzepał”). Jednak to najlepsze rozwiązanie. Z czasem dziecko dochodzi do wniosku, że krzykiem nie da się niczego zdziałać, a w dodatku można stracić (awantura = nici z rybek).

Nie! Nie!! Nieeee!!!
Maluch nie chce pić mleka z różowego kubka, odmawia założenia żółtej koszulki, dostaje histerii na widok spodni w kratkę, upiera się, by w ciepły dzień wyjść w zimowej kurtce.
1.
Zgadzasz się na to, czego żąda. Wyciągasz z kosza na brudy sztruksy, przeszukujesz dom w poszukiwaniu dżinsów (bo zmienił zdanie), zgadzasz się na kurtkę… Efekt? Dziecko gubi się w chaosie, który samo stworzyło. Jest rozdrażnione, traci poczucie bezpieczeństwa i harmonii. Ty jesteś coraz bardziej zmęczona i coraz trudniej zapanować ci nad sytuacją.
2. Zmuszasz malca, by zrobił to, co każesz. W efekcie dziecko ma poczucie, że kompletnie nie liczysz się z jego zdaniem. Rozpoczyna walkę o władzę: robi ci na złość, naśladuje twoje zachowanie – staje się apodyktyczne wobec innych. Może być również tak, że czując twoją ogromną przewagę, staje się bierne i przestaje mu na czymkolwiek zależeć.
3. Dajesz dziecku wybór. Pytasz: „Który kubeczek wolisz – żółty czy ten z żyrafą?”. Malec skupia się na podejmowaniu decyzji, a że jest jeszcze mały, często zapomina o opcji „nie chcę żadnego”. Czuje się traktowany poważnie – pozwolono mu podjąć samodzielną decyzję. Nie zadziałało? Od czego masz poczucie humoru! Gdy zaczniesz zakładać jego but na własną stopę (albo ucho), dziecko prawdopodobnie wybuchnie śmiechem albo zechce ci pomóc (bo wie, gdzie bucik powinien się znaleźć). Sprawdzają się też zabawne rodzinne rytuały. Maluch chętniej pójdzie do łazienki umyć zęby, jeśli po drodze będziecie tupać jak stado hipopotamów. Pamiętaj jednak, że nie ma cudownego sposobu na „nie” dwulatka. Bunt to jego specjalność!

A właśnie, że tak!
Maluszek dobiera się do twojego laptopa, grzebie w torebce babci, upiera się, by wsypać do wanny proszek do prania… Twoje „Nie wolno!” nie robi na nim wrażenia: forsuje swoje z szelmowskim uśmiechem czy nawet krzykiem.
1.
Ustępujesz (dla świętego spokoju). Skutki – jak w poprzedniej sytuacji. Smyk traci poczucie bezpieczeństwa, jest coraz bardziej zagubiony i coraz bardziej nieposłuszny.
2. Szarpiesz się z dzieckiem, wyrywasz mu z ręki torebkę czy proszek. Efekt identyczny jak w poprzedniej sytuacji. Maluszek uczy się, że rozwiązania siłowe są najlepsze (a także najskuteczniejsze), pod warunkiem oczywiście, że jest się silniejszym od przeciwnika.
3. Mówisz stanowczo: „Nie wolno tego robić”. Powtarzasz zakaz aż do skutku (czasem nawet wiele razy), a jeśli to nie pomaga, przytrzymujesz malca albo spokojnie wyjmujesz mu przedmiot z rąk. Nasza rada: ciekawość maluszków jest nieokiełznana, dlatego to, co nie powinno wpaść w ręce dziecka, trzymaj pod kluczem lub poza zasięgiem jego wzroku. Dwulatki uwielbiają naśladować dorosłych, więc jeśli smyk upodobał sobie coś konkretnego, np. komputer, spraw mu podobną zabawkę. Nie musi być ze sklepu. Zepsuty kalkulator lepiej sprawdzi się jako laptop niż „wszystkomający” gadżet za ciężkie pieniądze. Pamiętaj, że dzieci często upierają się przy czymś, by zwrócić na siebie uwagę. Dlatego zamiast skupiać się na złym zachowaniu, lepiej je zignorować i zaproponować jakieś ciekawe zajęcie.

Bije, kopie, gryzie
A także popycha, ciągnie za włosy, strąca okulary, na podwórku sypie piaskiem i wyrywa innym dzieciom zabawki.
1.
Nie reagujesz. Innym rodzicom tłumaczysz, że to przecież tylko dziecko. Skutki: malec dowiaduje się, że może sobie pozwalać na wszystko („Skoro mama mi nie zabrania, to znaczy, że wszystko jest w porządku”). W przyszłości boleśnie przekona się, że wcale tak nie jest. Tyle że im będzie starszy, tym trudniej będzie mu się z tym pogodzić. No i zdąży dorobić się kiepskiej opinii.
2. „Oddajesz”. Dajesz klapsa, pociągasz za włosy, słowem, pokazujesz dziecku, jak to jest, gdy się pada ofiarą czyjejś agresji. Skutki? Odpowiadając agresją na agresję, nie nauczysz dziecka niczego dobrego. Dasz mu do zrozumienia, że rozwiązania siłowe są właściwe, tyle że lepiej nie podskakiwać silniejszym.
3. Mówisz stanowczym tonem: „Nie wolno tego robić (bić/ kopać/ gryźć)”. Jeśli trzeba, przytrzymujesz malca, ale nie szarpiesz nim. Gdy ochłonie, tłumaczysz mu, dlaczego nie wolno tak się zachowywać („Nie wolno tego robić, bo to boli”). Próbujesz też dowiedzieć się, co było przyczyną agresji. Podpowiadasz, jak można sobie radzić w podobnych sytuacjach bez bicia („Jeśli chcesz czyjeś wiaderko, poproś o nie albo zaproponuj w zamian ciężarówkę”). Dzięki takiemu postępowaniu dziecko uczy się reguł i dowiaduje, że bijąc itd., sprawia innym ból. Ono naprawdę tego nie wie samo z siebie. Warto ustalić z maluszkiem, że gdy zrobi coś takiego, musi wyjść z piaskownicy, uspokoić się, a potem przeprosić. Nawet mały berbeć może zrobić poszkodowanemu dziecku „cacy cacy”. Jeśli zachowanie się powtarza, musi wiedzieć, jakie są konsekwencje (np. koniec zabawy). Agresja u tak małych dzieci nie wynika z jakichś tajemniczych złych instynktów. Może być wynikiem zmęczenia, nadpobudliwości lub po prostu ogromnej chęci kontaktu z innymi i jednocześnie braku wprawy. Niezależnie od tego, co zrobi malec, nie może się czuć odtrącony.

Nie wychodzi mi!!!
I natychmiast wpada w złość. Smyk karze klocki kopniakami za to, że nie chcą stać jeden na drugim, krzyczy na spadające kapcie, depcze czapeczkę, która nie chce trzymać się głowy…
1.
Wyręczasz malucha. Sama odbudowujesz wieżę, zakładasz dziecku kapcie czy czapeczkę itd. Dziecko co prawda jest zadowolone, ale niczego się nie uczy.
2. Krzyczysz. Smyk jest rozżalony. Nie dość, że spotkało go coś okropnego (rozpadła mu się wieża), to jeszcze mama na niego krzyczy. Nie uczy się radzić sobie z własną złością.
3. Pokazujesz, jak rozwiązać problem. Wspólnie z dzieckiem odbudowujesz wieżę, pomagasz okiełznać kapcie czy spadającą czapkę. Ale nie narzucasz się z pomocą, tylko pozwalasz, by maluszek najpierw ochłonął. Pokazujesz, że można wyrażać złość w formie znośnej dla otoczenia. Najlepiej daj mu dobry przykład. Z czasem smyk nauczy się, że od krzyku skuteczniejsze jest konkretne działanie. Jednak jeśli sama się często wściekasz, nie pomogą tłumaczenia.

Zostań w domuuu!
Kładzie się pod drzwiami, histeryzuje, płacze, tak jakbyś miała nigdy nie wrócić. Próbuje ci wyrwać z rąk torebkę, buty itd.
1.
Znikasz po angielsku. Wykorzystujesz taki moment, gdy dziecko jest czymś zajęte i… już cię nie ma. Zajęty zabawą maluszek dopiero po twoim wyjściu zorientuje się, że cię nie ma, albo w ogóle o tobie zapomni. Wygodne? Tylko pozornie. Takie znikanie może bardzo źle wpłynąć na jego poczucie bezpieczeństwa („Skoro mama zniknęła raz czy dwa, może to zrobić jeszcze wiele razy. Nie mogę być niczego pewny”).
2. Przedłużasz rozstanie. Pozwalasz, by malec wypłakał się na twoim ramieniu, zawracasz na schodach, gdy słyszysz kolejny wybuch, całujesz go na pożegnanie tak czule, jakbyś zostawiała go na polu minowym. Skutek: pożegnanie ciągnie się w nieskończoność, a malec ma poczucie, że dzieje się coś okropnego, czemu ty, choć go kochasz, nie jesteś w stanie zapobiec. Czuje się zagrożony i nie uczy się, że krótkie rozstania są czymś zwyczajnym.
3. Dajesz buziaka i wychodzisz. Zanim zamkniesz za sobą drzwi, mówisz mu, kiedy znów się zobaczycie. Pamiętaj jednak, że sformułowanie: „o czwartej” nic dla malucha nie znaczy. Powiedz lepiej: „po podwieczorku”. W rozstaniach pomocne są rytuały, np. machanie na pożegnanie stopami, dawanie buziaków (policzek – policzek – nosek).

Mówi brzydkie wyrazy
Powtarza je z upodobaniem w najmniej odpowiednich momentach, na przykład podczas wizyty u znajomych.
1.
Śmiejesz się. Zgoda, to bywa zabawne, gdy berbeć w pieluszce mówi brzydkie słowo, którego kompletnie nie rozumie. Jednak uważaj: gdy zobaczy, że może cię w ten sposób rozśmieszyć, zafunduje ci wiele bisów i będzie ponawiał występy przy każdej okazji.
2. Robisz wykład umoralniający. Purpurowa ze wstydu pytasz: „A gdzie słyszałeś taki wyraz?” (możesz wtedy usłyszeć „od ciebie/taty”, nawet jeśli to nieprawda). Potem długo tłumaczysz malcowi, że nie wolno tak mówić. Skutek? Smyk może dojść do wniosku, że to sposób na zwrócenie na siebie uwagi.
3. Ignorujesz. Mówisz spokojnie: „My nie używamy takich wyrazów” i nie wałkujesz dłużej tematu. Malec przekonuje się, że w ten sposób nie zrobi na nikim wrażenia i daje sobie spokój. Jeśli jest uparty i doskonale rozumie, co mówi, można z nim ustalić, że za brzydki wyraz będzie kara (np. brak słodyczy).

Wykład? nie, dziękuję!
Mów do dziecka jasno i zwięźle: „Nie wolno, bo to boli”, „Nie krzycz, bo to przeszkadza innym” itd. Proste, jednoznaczne komunikaty są skuteczniejsze niż długie wywody. Zwracając się do malca, kucnij przy nim i patrz mu w oczy. Staraj się mówić pozytywnie. Zamiast: „Nie wyrywaj chłopcu zabawki”, powiedz: „Pozwól koledze się pobawić”, zamiast: „Nie krzycz”, poproś: „Mów ciszej”. Dając konkretne wskazówki, opisując, co widzisz i czego oczekujesz („Adasia zabolało, przeproś go i bawcie się ładnie”), nie skupiaj się na zachowaniach negatywnych, raczej zwracaj uwagę smyka na to, co się udało lub może udać.

Jeśli czujesz, że za chwilę eksplodujesz…
Rozwścieczony dwulatek byłby w stanie wyprowadzić z równowagi nawet Matkę Teresę z Kalkuty. Staraj się jednak trzymać nerwy na wodzy – twój wybuch nic nie da, a może zaszkodzić! Weź głęboki oddech, policz do dziesięciu (albo stu) i pomyśl sobie, że dzięki niezależności i umiejętności mówienia NIE, twój malec będzie potrafił w przyszłości posłać do diabła dilera narkotyków.

Poza tym:
1. Nie bij. Nawet zwykły klaps jest przyzwoleniem na agresję.
2. Nie szantażuj odebraniem uczucia. Dziecko wierzy ci, gdy słyszy „Przestanę cię kochać, jeśli będziesz taki niegrzeczny”.
3. Nie etykietuj. Zamiast mówić „Jesteś niegrzeczny” (malec może w to uwierzyć i potwierdzać swoim zachowaniem tę etykietkę) powiedz „To było niegrzeczne”.
4. Nie strasz. Maluch może uwierzyć, że chcesz oddać go dziadowi itp.

Beata Turska
Konsultacja: Beata Płażewska, psycholog dziecięcy